- Eleonor! - powtórzyło się.
- Eleonor, dziecko wstawaj natychmiast! - Usłyszałam głos matki.
Wreszcie otworzyłam oczy. Zobaczyłam zdenerwowaną mamę ubraną jak zwykle w sukienkę, dzisiaj granatową, włosy miała pofalowane i codzienny lekki makijaż, czyli kreski kredką, oraz mascara. Śpieszyła się do pracy, a ja nie mogłam się obudzić.
- Znowu siedziałaś do 03:00 na facebooku?! Czy ja mam ci go zablokować, czy co? - powiedziała wkurzona.
- Nie mamusiu po prostu nie mogłam spać, bardzo się denerwuje. - odpowiedziałam.
- Lepiej się pośpiesz, bo miałaś jeszcze włosy umyć! A na rozpoczęcie roku raczej się nie spóźnisz! - rzuciła poważnym tonem i wyszła z domu.
Po 10 minutach kręcenia się wreszcie wstałam. Brzuch mnie straszliwie bolał. Zbierało mi się na wymioty. Świadomość tego iż straciłam moją starą klasę z gimnazjum bardzo mnie przytłaczała. Ale przede wszystkim denerwowałam się liceum. Jak to będzie, czy mnie zaakceptują, czy mnie ktoś polubi, czy drugo i trzecioklasiści mnie wyśmieją? Podeszłam do wielkiego lustra, które stało na środku mojego białego pokoju. Kocham ten kolor. Wyraża wszystko. Każda rzecz w moim pokoju jest biała. Lecz jest on nieduży. Kwadratowy, trochę ciasny. Łóżko pod oknem, na drugiej ścianie biurko, na trzeciej szafa a na czwartej drzwi i lustro. Wyglądałam trochę jak potwór. Przetłuszczone włosy, związane w wielkiego roztrzepanego koka na środku głowy. Pod oczami wielkie wory. Spojrzałam na nogi. Ehh jak zawsze grube. To znaczy nie. Nie są grube, ale mogłyby być chudsze. Otworzyłam szafę i wyciągnęłam czarną spódnicę rozkloszowaną i białą koszulę. Ściągnęłam wielki T-shirt, w którym śpię i poszłam pod prysznic. Później założyłam zwykły czarny stanik i majtki i poszłam prasować białą koszulę. Do tego ubrałam czarną rozkloszowaną spódnicę i wysuszyłam głowę. Na koniec jeszcze czarne szpilki i make-up. Zaczyna się. Oczywiście pół godziny robienia sobie kresek eye-linerem. do tego usta na lekki róż i byłam gotowa. Na ostatnią chwilę wzięłam jakąś torebkę i wsadziłam do niej telefon i klucze. Wyszłam z domu. Punktualnie 7:45 pod drzwiami stał czarny peugeot. Wsiadłam do środka na tył. Z przodu siedział Bruce i Gabe. Moi przyjaciele z gimnazjum. Miałam być z nimi w jednej klasie teraz. Przypisali mnie do klasy G. Dojechaliśmy na miejsce. Czułam się jakby dziesięc tysięcy szpileczek wbijało mi się w brzuch. Weszliśmy do liceum. Było ogromne. Na wejściu wiedziałam, że się zgubię. Jakiś korytarz milion szafek, boksy, schody, co, jak, gdzie?! Rozejrzeliśmy się, ale nikogo nie było. Wreszcie znaleźliśmy jakąś grupkę ludzi, więc poszliśmy za nimi. Atmosfera była napięta. Rozpoczęcie odbywało się na sali gimnastycznej. Było już bardzo dużo ludzi. Stanęliśmy przy klasie Ig. Jakaś laska już mnie zmierzyła. Chyba ją kojarzyłam z fb. Czułam jak ludzie wpatrywali się we mnie. Nie było to miłe uczucie. Wiele osób też znałam, więc nie miałam za dużego problemu. Dzisiaj byłam małomówna. Nic mi się nie podobało. Długie przemówienie dyrektora, potem jeszcze prezydent bla bla bla. Myślałam, że usnę na stojąco. Wreszcie apel się skończył. Wychowawcy zaprowadzili nas do klas. Ogólnie pani wydawała się być spoko, ale atmosfera w klasie wydawała się już taka nie być. Było w niej... Dosyć dużo dresów, no i mój były przyjaciel. Przez moją fałszywość straciłam go już na dobre. Byłam w nim zakochana i jeszcze trafiliśmy do jednej klasy. Czułam, że mam już zmarnowane 3 lata liceum. Już nikogo potem nie słuchałam. Byłam smutna. Pani skończyła opowiadać jak to teraz będzie i wyszliśmy. Ze starą klasą poszliśmy do kfc. Atmosfera się trochę rozluźniła.
- I jak Eleonor podoba ci się w liceum? - zapytała Jal
- Hmm niezbyt, nie podoba mi się tu, o wiele lepiej czułam się w gimnazjum. - odparłam smutnym tonem.
- Oj przesadzasz, jest fajnie! Szybko się przyzwyczaisz, rozwalimy tę budę! - krzyknął Bruce i wszyscy zaczęli się śmiać prócz mnie.
- Ha ha ha. - powiedziałam. - To miejsce nie jest dla mnie, bardzo będzie mi za wami tęskno i wiecie dobrze o tym...
- Taak El wieemy, ale nie dramatyzuj, jak zawsze się wszystkim przejmujesz! - rzekł Oscar
- Oj dajcie jej spokój ma racje, razem tworzymy wspaniałą paczkę, nie zniszczmy tego tylko przez liceum! - poparła mnie Hellen
- No no pamiętajcie, my jesteśmy najlepsi, w grupie siła! - Krzyknął Mark.
Potem już tylko gadaliśmy o nauce, wyglądzie szkoły i plotkowaliśmy trochę o innych. Do domu wróciłam o 18:30. Zapukałam, ale nikogo nie było. Otworzyłam sobie sama. Weszłam do pokoju. Rzuciłam szpilki gdzieś w róg pokoju i rzuciłam się na łóżko smutna. Łzy kropla po kropli spływały mi po policzku. Wtuliłam się w poduszkę i zasnęłam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz